Wszystkie prawa autorskie, zarówno osobiste, jak i majątkowe, do wszystkich tekstów zawartych na blogu kabiriadki.blox.pl przysługują wyłącznie jego autorce.
Blog > Komentarze do wpisu

Single, wolne związki a sprawa polska

W XIX wieku, a dokładniej w II połowie tego stulecia, w warunkach gwałtownego rozwoju przemysłu i kapitalizmu coraz więcej kobiet zaczęło podejmować pracę. Te z klas niższych, z rodzin robotniczych i drobnomieszczańskich - z ekonomicznego przymusu. Te w warstwy ziemiańskiej i inteligencji - coraz częściej również, bo sytuacja polityczna (brak własnego państwa, represje polityczne) i gospodarcza (gwałtowny rozwój kapitalizmu) powodowała ubożenie tych środowisk w tempie przerażającym ówczesnych.

Gdyby wymienić najbardziej dla kobiet popularne zajęcia, zważyszy ich poziom wykształcenia najcześciej elementarny (czyli mówiąc po dzisiejszemu podstawowy) lub zaledwie odpowiadający średniemu niepełnemu, a najczęściej brak jakiegokolwiek, wymienić można kolejno według popularności: służące domowe, pracownice handlowe, fabryczne (najczęściej włókniarki), krawcowe i modystki, nauczycielki.

Póki kobiety nie miały niemal wcale dostępu do wyższego wykształcenia, i nie mogły liczyć na zarobienie dużych pieniędzy i karierę, mieliśmy do czynienia z selekcją negatywną. Szły pracować te, które musiały. A ceną była najczęściej niemożność założenia własnej rodziny z powodu biedy i czasu pracy. Tak samo w przypadku robotnic, służących, jak i nauczycielek. Oto singielstwo dziewiętnastowieczne.

Mimo całego papuziego blichtru naszej dzisiejszej kultury masowej, mam poważne wątpliwości, czy dzisiejszo singielstwo jest naprawdę kwestią indywidualnego wyboru, jak nam to przedstawiają prasa i telewizja, tudzież internetowe jej substytuty. Bo przecież jesteśmy społeczeństwem względnie jeszcze niezamożnym, nasz dzisiejszy kapitalizm bardzo przypomina ten z XIX wieku, choć z jedną ważną różnicą w stosunku do tamtejszych realiów (o tym zaraz). Wszyscy (i wszystkie) się dorabiamy, a poświęcając temu mnóstwo czasu i energii, podobnie jak tamte kobiety nie mamy dużo więcej szans na założenie rodziny, jeśli nie chcemy od razu wpaść w pętlę kredytów i (zależnie od sytuacji osobistej) konieczności "wiszenia" na lepiej zarabiającej połowie.

Różnica, o której wspominam, jest taka, że posiadamy system socjalno-prawny biorący w opiekę kobietę pracującą, nawet jeśli uznajemy go za więcej niż skromny. W XIX wieku do I wojny światowej włącznie, w Rosji (i na wcielonej do niej większości ziem polskich) nie było nic. Żadnej opieki, ani ubezpieczeń, ani ochrony macierzyństwa. Jedynie filantropijne instytucje dla tych, co upadły na społeczne dno (o ile nie weszły na drogę prostytucji, bo to zniechęcało "dobrych ludzi").

Dziś kobiety są wykształcone, w mniejszym stopniu działa selekcja negatywna, ale lepiej płatna aktywność zawodowa czy kariera w wolnym zawodzie pożera czas podobnie jak praca fabryczna pożerała ów czas dziewiętnastowiecznym robotnicom. Dziś mamy zabezpieczenie socjalne i inne udogodnienia prawne i instytucjonalne, ale też sięgamy po nie w ostateczności. Praca kobiet jak dawniej jest społecznie dla nich kosztowna, choć równie niezbędna dla ogólnego bogactwa kraju. Jeśli mamy rodzinę (albo jej nie mamy), warto sobie zadać pytanie, ile z nas wraca za szybko do pracy z urlopu macierzyńskiego? Dla tych, co jeszcze rodziny nie założyły, ceną często jest samotność, albo finansowa niemożność posiadania dziecka bez bycia w związku (a czasem i mimo bycia z kimś). A ile rodzin rozpada się przez euromigracje lub nawet zwykłe międzymiastowe polskie zarabianie? Czyż nie?

Mam wrażenie, że za serialową i filmową apoteozą singielstwa i wolnych związków kryje się próba osłodzenia przez kulturę masową twardej ekonomicznej rzeczywistości, wcale nie tak odmiennej od dziewiętnastowiecznej (przy zachowaniu wszystkich proporcji). I dziś niełatwo mieć rodzinę. Zapominamy o tym, oglądając zachodnie formaty i własne produkcje, Brigdet Jones, dr House'a i uśmiechnięte twarze ludzi zajadających na ekranie płatki śniadaniowe, niskokaloryczne margaryny lub barszczyki z torebek.

środa, 27 stycznia 2010, kabiria

Polecane wpisy

Komentarze
andsol-br
2010/01/27 05:07:13
Gdy co fanatyczniejsze feministki Cię uduszą, napiszę bardzo piękne wspomnienie o Tobie.
-
nameste
2010/01/27 08:44:48
W nowojorskim serialu Sex and the City, przedstawiającym pop-wersję życia czterech singielek, pierwsza załamuje się Miranda. Jest zarobioną po łokcie prawniczką w prestiżowej kancelarii prawnej i ma dziecko. Nie radzi sobie, choć stać ją na opiekunkę do niemowlaka. Więc coraz częściej pojawia się Steve, ojciec dziecka, by dzielić z Mirandą trudy opieki; całe szczęście, że ma dużo czasu, wykonując znacznie mniej popłatną i mniej obciążającą pracę. Od słowa do słowa, od kupki do zupki -- żenią się wreszcie: happy end.

Pytanie brzmi oczywiście: jak wygląda sieć żłobków i przedszkoli w Nowym Jorku.

W skali USA dzieci, którymi zajmują się sami rodzice, jest 60%. U singli procent ten spada do 40, ale w 1/3 przypadków opiekę przejmują krewni. A więc też tylko 40% dzieci jest "opiekowanych" pozadomowo. Dla rodzin/singli poniżej progu ubóstwa (ok. $20K rocznie na rodzinę 2+2 (*)) procent ten spada do niecałych 30.
stąd

Jak to wygląda w Polsce? Sama pewnie wiesz ;).
a tu: w porównaniu z krajami Unii

Morał z tego taki, że "twarda ekonomiczna rzeczywistość" Polski po 89 podąża ścieżką amerykańską. I masz rację, że w tej sytuacji najbardziej adekwatny jest amerykański kit popkulturowy. Pytanie, na ile on wpływa na poczucie nieuchronności takiego właśnie modelu "twardej ekonomicznej rzeczywistości", który -- zob. UE -- nie jest jedyny, w sensie: nie wymusza przyzerowego poziomu instytucji socjalnych wspomagających opiekę nad dziećmi.

(*) In 2007, a family of four was considered to live below the poverty threshold if its income was less than $21,203
-
nameste
2010/01/27 09:06:10
@andsol: myślę, że feministki, niezależnie od stopnia fanatyzmu (a propos: dużo znasz fanatycznych feministek?), też zamiast brać się za duszenie kabirii zaczną raczej gadać o żłobkach, przedszkolach, neoliberalizmie w Polsce i o ideolo, wg którego nie wspiera się dzieci (wyjątkiem jest tu to idiotyczne becikowe, które "idzie za dzieckiem"; idiotyczne, gdy hm, nie ma pieniędzy na żłobki itd.), a wspiera się rodziny, z docelowym modelem matki rezygnującej z innych aspiracji niż wychowywanie dzieci.
-
andsol-br
2010/01/27 20:34:36
@nameste, w sprawie dużo znasz fanatycznych feministek? to odpowiedź brzmi: niedużo 4 czy 5, były razem w jakimś blogu, który miałem podlinkowany, jedne, mądre kobiety, mówiły bardzo do rzeczy, a tamte nierozwagą i zapamiętaniem niszczyły cokolwiek mądre budowały. I przypominały powiedzonko o proszeniu Boga o obronę przed przyjaciółmi :)
-
tentelemach
2010/01/27 20:43:00
@nameste: nie wiem. Ja doświadczyłem gwałtownego przyrostu singielstwa w Europie zachodniej przed ponad dwoma dekadami. Nagle się te single pojawiły, z dnia na dzień, jakoś tak równolegle do japiszonów i DINGsów. Z tym amerykańskim kitem popkulturowym byłbym zatem ostrożny. Nie można wykluczyć, że był on medialną odpowiedzią na globalne zjawisko (trudno mi sobie wyobrazić masowość również w krajach skandynawskich złymi wpływami american way of (new) life).
Pamiętam swą wizytę w Polsce w drugiej połowie lat 80-tych i szok, gdy stwierdziłem, że moi rówieśnicy pozakładali trwałe stadła. Moi rówieśnicy poza Polską nawet o tym nie myśleli, było to dla większości z nich całkowitą abstrakcją, czymś tak odległym, archaicznym jak spluwaczki w poczekalniach.

A Sex and the City? Przyszedł już w pełnym rozkwicie singielowatości opisując już istniejące i powszechne zjawisko. Na długo przed S&TC, nagle zniknęły stare panny i pojawiły się singielki. Nieomal z dnia na dzień. Nie wiem czy można to tłumaczyć tylko uwarunkowaniami ekonomicznymi, lata 80te to jednak okres całkiem niezłej prosperity przy zachowanej sieci socjalnych udogodnień. . Zresztą to niepojęte pojawianie się czegoś, czego przedtem nie było, nie jest zjawiskiem nowym. Podobną (niezrozumiałą dla mnie do dziś) metamorfozę przeżyły dyskoteki (zastąpione przez kluby, do drugiej połowy lat 80-tych kluby to było miejsce spotkań czcigodnych dżentelmenów). Pamiętam też nagłe, niepojęte pojawienie się "marketingu" - przedtem była sprzedaż, reklama, promocja - marketingu nie było.
-
nameste
2010/01/27 21:53:47
@telemach:
W sprawie "genezy" singielstwa komentarz do blogonoty (oczywiście) o Sex &tC.
-
2010/01/28 15:31:35
Spieszę wreszcie dołączyć do interesująco rozwijającej sie dyskusji (niestety Dziecko Chodzące do Przedszkola nie zawsze odpowiada pierwotnemu znaczeniu tego złożonego terminu, bo moje chodzi a nie chodzi, tylko (lekko) choruje w domu).

andsol @ nie wiem naprawdę, za co miałaby mnie co fanatyczniejsze feministki udusić? Nie napisałam, że praca kobiet jest zbędna. A skoro u nas właściwie jest dopiero druga fala feminizmu (mamy opóźnienie względem zachodu, że hej) to już mamy wywalczone prawo do pracy (sic!), ale jeszcze nie nastąpiły takie zmiany w polskiej mentalności, aby przestać postrzegać kobietę przede wszystkim jako kobietę, matkę i żonę, a przy okazji pracującą - lecz jako człowieka o równych szansach na własny rozwój, nawet jeśli z drugim człowiekiem założy rodzinę. Zresztą, chyba niedobrze straszyć feministkami. To raczej pasuje do patriarchalnego arsenału... Natomiast ludźmi niepohamowanymi w reakcjach można zawsze - ja się boję, niezależnie od opcji ideowej, z którą się utożsamiają...

nameste@ ręka mi zadrżała nad klawiaturą, bo chciałam przywołać przykład S&TC, ale oglądałam go zbyt mało. Zatem dziękuję za kolejny dobry przykład. Mam podobną intuicję odnośnie amerykańskiego źródła kulturowego, ale jak każda hipoteza - i ta będzie do obalenia lub potwierdzenia.

tentelemach@ dziekuję za ciekawe tropy odnośnie singielstwa. Mam jednak wrażenie, że w naszych realiach, a o nich piszę, nieco trudniej niż na zachodzie o tę pracę satysfakcjonującą, a nie pochłaniającą całkowicie... Ale mogę być stronnicza, bo moja - naukowa, satysfakcjonującą intelektualnie - wymaga sporo zaangażowania.
-
2010/01/28 17:49:05
nameste@ i Tobie równiez za tropy dot. singielstwa bardzo dziękuję!

Poza tym Trzem Panom dziękuję za interesującą wymianę myśli
-
nameste
2010/01/28 21:48:33
@kabiria: "Poza tym Trzem Panom "

No nie bądźże taką seksistką, przecież wszyscyśmy feminiści, a o andsolu wiadomo (bo pisał na blogu), że ma dzieci, więc jest feministą doświadczonym :)
-
2010/01/28 23:56:20
raz (chyba) anty-gwałtowna-feministka, raz seksistka... A ja tylko chcę, żeby wiosna przyszła. Ta zima musi kiedyś minąć ;)
poważniej: przejawy feminizmu można znaleźć wszędzie tam, gdzie hasło równouprawnienia i wyrównania szans kobiet rozumiane jest jako proces, który nie odnosi się jedynie do procedur demokratycznych i reguł prawnych (bo już dziś u nas nie musi), ale także do sfery mentalności - takoż wszyscy tutaj jesteśmy femist(k)ami. Dobrej nocy!